![]() |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|
Długo zastanawiałam się, co dalej? Świńska grypa pokrzyżowała plany, wystraszyła turystów, zabrała nadzieje i możliwości na normalne funkcjonowanie mieszkańcom i nam. Bo przecież z turystyki utrzymujemy siebie i nasze rodziny. Pewnie w Polsce narzekałabym, zamartwiałabym się i wpadła w depresje w Polsce tak, ale nie tutaj. Postanowiliśmy pomoc tym ludziom. Pozostaje pytanie jak? Biorąc pod uwagę, że naszym priorytetem stała się pomoc wiosce opracowaliśmy wycieczkę Śladami Mówiącego Krzyża - wycieczkę pełną emocji, przemyśleń i refleksji. Nie zapowiadamy swoich odwiedzin z turystami, nie ma przygotowanej rodziny z czyściutkim podwórkiem, zwierzątkami na uwięzi, dziećmi od sąsiadów, czystych, schludnych. Tego nie ma, to wycieczka bez tzw. ustawiania i komercji. Po co? skoro nasza wioska indiańska liczy 250 mieszkańców chętnych do przyjęcia nas w każdym domu. Kto z nami był wie, że przeżycia są niesamowite. Serce płacze, bo zawsze mamy za mało …ech. Nie mam pojęcia skąd tyle dzieci w tak krótkim czasie zjawia się wokół nas. To one właśnie są naszymi przewodnikami. To im w tym dniu oddajemy pałeczkę - ster przewodnika. To właśnie te dzieciaki prowadza nas i naszych turystów do domów, miejsc i pokazują nowości. To one zapraszają nas do siebie mówiąc „moja babcia chce was poznać”, „zobacz mój tata buduje dom”, „a moja siostra urodziła córeczkę”, „mój brat złapał małego tapira”, ……chodź, zobacz. Początki były trudne pamiętam nasz pierwszy przyjazd, gdy wraz z Luisem naszym przyjacielem Majem znającym ich język (majów) zawitaliśmy w wiosce. Mieszkańcy, chociaż życzliwi patrzyli na nas dziwnie.... Okazało się ze jesteśmy jedynymi polakami, jakich kiedykolwiek widziano, ba jedynymi białymi, którzy zechcieli do nich przyjechać. Muszę w tym miejscu serdecznie podziękować Luisowi za jego pomoc. Nic bez niego byśmy nie wskórali. Majowie są narodem bardzo ostrożnym. Językiem wioski jest język Maya a potem język hiszpański. Dzieci dopóki nie trafią do jedynej szkoły w wiosce mówią językiem przodków jak i ich rodzice. Edukacja hiszpańskiego zaczyna się w szkole. Gołym okiem widać, ze ci ludzie chcą zmian. Zmiany życia na lepsze. To właśnie dzieci zaprowadziły nas do szkoły i przedstawiły Panu nauczycielowi. Dyrektor szkoły w jednej osobie również jeden z trzech nauczycieli bardzo chętnie oprowadził nas po szkole. Szkoła składa się z trzech sal lekcyjnych, małego placyku przed wejściem do klasy i toalety. Dyrektor z dumą pokazał nam, czego i na czym uczy dzieci. Wyposażenie klasy jest tak ubogie, że aż serce się kraje na ten widok. Na samą myśl wspomnienia, czego to nie mają nasze dzieci i czego domagają się nasze szkoły załamałam ręce. Materiały szkolne, to tablica, jedna zdezelowana linijka, malutkie stoliki i plastikowe krzesła, wisząca stara mapa świata, pojedyncze zniszczone książki jak relikwie przekazywane z rąk do rąk. Odwiedzając tę szkołę i patrząc na Dyrektora, który pokazywał nam to wszystko ujrzałam twarz człowieka dumnego, bo mimo tej biedy do szkoły uczęszczały dzieci chcące się uczyć. Zapytany, a właściwie nagabywany naszymi pytaniami - powiedział brakuje zeszytów, długopisów, książek, w szkole dzieci nie maja posiłków, brakuje im piłki do gry w nogę czy koszykówki, brakuje farb, plasteliny, teczek dla dzieci - tak naprawdę brakuje wszystkiego. Jego marzeniem jest odmalować szkołę, ale brakuję mu pieniędzy na farbę. Zaproponowaliśmy pomoc mówiąc, że w ramach naszych możliwości damy mu pieniądze na zakup niektórych artykułów. Nie chciał pieniędzy prosił żebyśmy sami kupili, co możemy i przywieźli. Zdziwiłam się, ale rozumiem, teraz rozumiem. Z pieniędzy musiałby się tłumaczyć, skąd, od kogo, po co kupił, pieniądze mogliby mu zabrać. Teraz rozumiem.
Naszemu pomysłowi organizacji Śladami Mówiącego Krzyża i El Mundo Maya przyświeca jeden cel...POMOC WIOSCE… Ustaliliśmy, że pewną część kwoty uzyskanej za te wycieczki będziemy przeznaczać na kupno lub pomoc w realizacji potrzeb wioski. Po rozmowie z radą wioski ustaliliśmy, że za pieniądze przekazane dla wioski zakupione zostaną potrzebne materiały np. blacha do kościółka, wyposażenie szkoły, oczyszczenie cenoty ( piękna!!!), zbudowanie toalet przy cenocie. Aktualnie głównym naszym celem jest zakup farb do pomalowania szkoły podstawowej, a także przyborów szkolnych dla dzieci. Zapotrzebowanie jest duże, pomalutku krok po kroku realizujemy nasze plany i serce się raduje, bo my widzimy jak wioska się zmienia. Wiecie, co mnie cieszy najbardziej i sprawia, że nasze marzenia odnośnie wioski i jej mieszkańców się realizują – widoczne zmiany. Sposób zaangażowania mieszkańców. To, że młodzi ludzie w wiosce chcą zmian, że to oni są motorem tych działań. Pamiętam pierwsze wejście do domów - bungalowów, myślałam, że dostane zawału. W głowie kłębiła się jedna myśl… Boże jak można tak mieszkać, jak żyć, jak??? Nie rozumiałam ich mentalności, jak w domu może być w „czysto”, a podwórka wyglądały jak wysypiska śmieci. JAK IM POWIEDZIEC- SPRZĄTAJCIE. Byłam zaszokowana. I wiem, że im nie przeszkadzało, iż świnie biegały po całym podwórku jak pieski, że na śmieciach można się było przewrócić, kogo obchodzą walające się pod nogami butelki, papiery, jednym słowem brud. Najgorszy widok to dzieci bawiące się w tym wszystkich. Bose, umorusane, ale uśmiechnięte. Meksykanie uważnie obserwują nasze twarze, naszą mimikę. Zauważyli, że cos nie tak.. Zapytali a my powiedzieliśmy. Nie powiem bałam się reakcji myślałam, że usłyszę jak śmiesz, kim jesteś, ale nie nic nie usłyszałam. Popatrzyli, pogadali w języku majów między sobą. Pomyślałam przechlapane!. Jakie było moje zdziwienie jak ponownie zawitałam do wioski i zobaczyłam, że podwórka są inne – czyściejsze, no może nie bardzo czyste, ale posprzątane, że świnie maja swoje miejsce w chlewikach, że podwórko jest zagrabione i nie widać już butelek, papierów etc... Cieszyłam się - udało się. Nie, nie myślcie ze słuchają i robią, co się im powie. Maja swój honor i dumę, ale są mądrzy i jeśli ja korzystam z ich rad, dlaczego Oni nie mają wysłuchać naszych? Mieszkańcy wioski to ludzie bardzo życzliwi, uśmiechnięci. Mam tam swoja małą ulubienice- małą Florencite - 6 miesięczną malutka śliczną majkę. Jestem taka przyszywana ciocia. Widzę jak bardzo jej 21 letnia mama dba o swoje dziecko. Jak mała rośnie wraz z nami. Poznałam Ją jak miała 2 miesiące. Ktoś mnie kiedyś zapytał Ewa, jacy są Ci Meksykanie? – Tacy sami jak My, tacy sami. Ps.
Kochani, jeśli przylecicie do Meksyku na wypoczynek serdecznie zapraszamy Was na wycieczki Śladami Mówiącego Krzyża i El Mundo Maya ich cel już znacie.
autor: Ewa Pytel Skiba ME TOURS INTERNACIONAL
|
|
tags: mexico entero meksyk wycieczki wycieczki fakultatywne po Jukatanie wycieczki fakultatywne w Meksyku Mexico Meksyk Jukatan cenota ikkil cenoty na Jukatanie Coba Tulum Chichen Itza Playa del Carmen Cancun Xcaret Holbox Riviera Maya wycieczka po Jukatanie wycieczki objazdowe Meksyk polskie biuro podróży w Meksyku polscy rezydenci w Meksyku Guadalupe nurkowanie na rafie koralowej wynajem samochodów w Meksyku nieruchomości Meksyk fakultety w Meksyku wycieczki po Ameryce Łacińskiej wakacje Meksyk hotele w Meksyku Gwatemala Belize Ameryka Środkowa Kolumbia Wenezuela Peru Chile Ekwador Argentyna Brazylia Galapagos © 2009 Mexico Entero. SiteMap - Wszelkie prawa zastrzeżone |
Tworzenie stron internetowych Projekt strony: Ewa Pytel-Skiba |